habakuk - pijak

Napełnij szklankę mi
Ostatni nalej raz
Napełnij szklankę mi
I pójdę bo już czas
Nie płaczę pozwól pić
Bo wstyd mi sobą być
Napełnij szklankę mi
Napełnij szklankę mi
Pijemy zdrowie twe
Bo łatwo mówić że
Ułoży wszystko się
I już nie będzie źle
Tym lepiej jeśli te
Proroctwa kłamstwem są
Upiję wkrótce się
I zawiść zgubię swą
Pijemy zdrowie tych
Co dziś weseli są
Przyjaciół krewnych złych
Co z mego życia drwią
Tym lepiej jeśli mnie
Rozdrażnią winą swą
Upiję wkrótce się
Nienawiść zgubię swą
Napełnij szklankę mi
Ostatni nalej raz
Napełnij szklankę mi
I idę bo już czas
Nie płaczę pozwól pić
Bo wstyd mi sobą być
Napełnij szklankę mi
Napełnij szklankę mi
Za moje zdrowie pij
Pijemy z winem je
I jeśli chcesz to bij
A jeśli nie to nie
Tym lepiej jeśli mnie
Cios dosięgnie twój
Upiję wkrótce się
I żal zgubię swój
Za te dziewczyny pij
Co kochać będą mnie
Za te dziewczyny pij
Co mówią o mnie źle
Tym lepiej jeśli te
Dziewczyny zimne są
Upiję wkrótce się
I miłość zgubię swą
Więc pijmy całą noc
Aż zwalę się pod stół
By smutek stracił moc
Bym nie czuł nic com czuł
Więc pijmy póki źle
Więc pijmy żeby pić
Upiję wkrótce się
Nadziei zerwę nić
Napełnij szklankę mi
Ostatni nalej raz
Napełnij szklankę mi
I idę bo już czas
Nie płaczę zostaw mnie
Rozjaśnia wszystko się
Napełnij szklankę mi
Napełnij szklankę mi

piosenka o mietku żulu

Dziś wam zaśpiewamy o Mietku żulu, co wciąż alkochol pił do bólu
Cztery sikacze za swym łóżkiem trzymał, pił je a potem pod stołem kimał.
Pił wódkę w każdej wolnej chwili, miał we krwi chyba z 6 promili,
Wciąż pijany był lub kaca miał, chodził jak za wężem przez nogawkę lał.
Co dzień pod sklepem z kumplami był, pili póki im starczyło sił,
Bo trzeba wiedzieć, że Mietek żul najwiękrzy spust na wieczka chyba miał najokrąglejszy.
W swym mieszkaniu gdy na łóżku spał pustą flaszkę za pazuchą miał
I tak w końcu powoli stało się to, Mietek, tak stoczył się na samo dno.

Mietek ciągle chlał, chodz wytrzeźwieć chciał,
Bóle brzucha miał więc do klopa gnał i do późna srał.
A gdy rano wstał, sucho w gardle miał, denaturat brał i do gęby lał - do południa
spał.
Mietek spiryt litrami pił ciągle mu się urywał film,
Wódkę pił i wódką lał, człowiek wódka taką ksywkę miał.
W swoim domu co niedzielę, sam wypijał wina sześc butelek.
Alkohol to był jego raj w którym żył, gdzie zalany był,
Pił bez pamięci wódkę z butelki, znów brzuch go bolał więc gnał do łazienki.
Był bardzo chudy, ręce miał sine i zimne wszystko od tej wódy,
Nie jadł nic, chory żołądek miał choć wytrzeźwieć chciał
I co z Mietkiem o tym każdy wie, leży zalany na samym dnie.
Mietek ciągle chlał, chodz wytrzeźwieć chciał,
Bóle brzucha miał więc do klopa gnał i do późna srał.
A gdy rano wstał, sucho w gardle miał, denaturat brał i do gęby lał - do południa
spał.
Mietek chamie wódki nie dostaniesz chodź kaaaaaaaac coraz większy jest.
Mietek ciągle chlał - choć wytrzeźwieć chciał - bóle brzucha miał - więc do kibla
gnał.

piersi - zchn zbliża się.

Ksiądz proboszcz już się zbliża,
już puka do mych drzwi.
Pobiegnę go przywitać,
w mym ręku wino drży.
O szczęście niepojęte,
ksiądz sam odwiedza mnie.
Sąsiedzie wspomóż rentą,
bym mógł pokazać się.
W spiżarni trzymam koniak,
w lodówce wódki dwie.
Pobiegnę po kieliszki,
ksiądz lubi napić się.
O szczęście niepojętne!
ksiądz wypił flaszki dwie.
Sprowadzę go po schodach
bo sam wywróci się.
Ksiądz wziął do ręki kredę,
napisał ka plus em plus be.
Na dole ministranci
już niecierpliwią się.
Otwieram drzwi Toyoty,
ksiądz proboszcz chwali mnie.
W swej nysce policjanci
życzliwie śmieją się.
Ksiądz ruszył z piskiem opon,
nie zdązył uciec kot.
Zachaczył światłem o słupek
i wyrżnął bokiem w płot…
Ach płaczą parafianie,
co widzieli wypadek ten.
Toyota dużo kosztuje,
znów trzeba dać na mszę.
Nanananananananananana…

piersi - leżę.

Leżę, leżę
Uwaliłem się jak zwierzę
Czystą wódką
Leżę, leżę
Rzygam jajkiem w majonezie
I kiełbasą
A tak było cudownie przed chwilą
Piękne panie
Grzane wino
Piękne panie, a w środku ja
Wtedy nagle wyskoczył mi paw
A mówili mi przyjaciele
Nie mieszaj ogórków z dżemem
Musztardy z kisielem
I śliwek z likierem
Żołądek to nie
San Francisco

radio hlew - wódko moja.

Niniejszy utwór muzyczny powstał dzięki współpracy Radia Chlew z Rolniczo żonką z
Kanady króra ukrywa sie pad pseudonimem SODA
1. W remizi tańczo hamy, każdy stolik zarychany
Paschodzili sia barany, każdy jeden najebany
Pad remizo rozpierducha, już pół płota rozebrali
Za remizo Zośke dupczo, a my karwa chlamy.
Ref.:
Wódko moja, szczęście moje
Wleje ciebie, w gardło swoje
Choć na nogach ledwo stoje
Pełno szklanku, mam jak w banku je je x2
W tym oto momencie dziękujemy wszyskim naszym fanom, że oni so z nami i nas wspierajo
karwa. Przychodzcie na nasze koncerty i wpłacajcie grosze na nasze konta
2. Nie ma takiej drugiej wioski, nawet bramu rozebrali
Taka była dobra brama , tyko klami sie zostali
Na sygnale dyskawali, zara bedo wsich łapali
Jak rozjebio towarzystwo, bedziem dali chlali
Ref.:
Wódko moja, szczęście moje
Wleje ciebie, w gardło swoje
Choć na nogach ledwo stoje
Pełno szklanku, mam jak w banku je je x2